14 stycznia Kraków odwiedził Richard M. Stallman, twórca ruchu Wolnego Oprogramowania, założyciel Free Software Fundation. Na konferencji ITGiants, na której RMS był głównym gościem, wypowiadał się również nasz prezes, Łukasz Wejchert. Wypowiedź Łukasza wzbudziła burzliwą dyskusję na temat wolności – skupiającą się głównie wokół systemów DRM.

Ponieważ na konferencji nie było czasu na szczegółowe rozwinięcie tematu wolnego oprogramowania w naszych serwisach, a temat wydaje się interesujący, postanowiłem napisać na ten temat dłuższą notkę.

Wolne oprogramowanie w Onet.pl

Praktycznie od samego początku działalności portalu Onet.pl wolne oprogramowanie miało swoje zastosowania. Początkowo jednak było ono traktowane jako tańsza alternatywa dla rozwiązań “profesjonalnych”, za jakie uważano software komercyjny. Przykładowo – poczta darmowa, słynne serwery friko.onet.pl, działały w oparciu o system Linux (czy też jak zwraca uwagę RMS: GNU/Linux). Jednak poczta komercyjna (płatna) była uruchomiona na serwerze Sun, pod kontrolą systemu Solaris (niemniej, jako oprogramowanie pocztowe w obu przypadkach wykorzystywany był zmailer, na licencji GPL).

Podobnie – strony WWW, aż do roku (mniej więcej) 2000 były podawane przez klaster serwerów z systemem WindowsNT, na których działał IIS.

Dopiero w okolicy roku 2000 można zauważyć wzrost znaczenia systemów opartych o wolne oprogramowanie i stopniową migrację także w obszarze kluczowych serwisów portalu. To właśnie w roku 2000 nastąpiło przeniesienie strony głównej portalu z serwerów WinNT na GNU/Linux, początkowo na Apache, szybko z powodu niskiej wydajności uzupełnionym o AOLserver (a sam klaster obsługiwany był za pomocą LVS), a jakiś czas później jeszcze o cache Squid.

Również w okolicach roku 2000 rozpoczął się projekt “CNP” (czyli Całkiem Nowej Poczty), którego celem było stworzenie (niemal) od podstaw wydajnego, skalowalnego systemu pocztowego opartego o GNU/Linux, zmailera oraz bazy danych – częściowo MySQL, częściowo Oracle. Projekt trwał długo i pierwsze wdrożenie odbyło się w okolicach roku 2003 – jednak system ten, po kolejnych modernizacjach, funkcjonuje do dnia dzisiejszego, obsługując obecnie ok. 10 mln przesyłek dostarczonych na konta naszych użytkowników dziennie (oraz ponad 100mln odrzuconych jako spam) a przestrzeń dyskowa zajmowana przez listy jest już liczona w setkach terabajtów.

To tylko dwa przykłady projektów, w których wykorzystywane jest wolne oprogramowanie – w zasadzie trudno chyba znaleźć serwis czy też system w Onet.pl, który nie wykorzystywałby chociaż częściowo produktów na licencji GNU. Gdybym miał na szybko wymienić systemy oparte o oprogramowanie komercyjne, to przychodzi mi do głowy tylko jeden – streaming video oparty o oprogramowanie Microsoft Media Server, gdzie zastosowanie tej technologii w dużym stopniu wymuszone jest kwestiami DRM i licencji (o tym za chwilę).

Core business vs. back office?

Powyżej opisałem dwa przykłady usług produkcyjnych – czyli takich, które stanowią podstawową działalność Grupy Onet.pl. Nie raz już mieliśmy dyskusje – czy jesteśmy bardziej firmą medialną, czy bardziej technologiczną. Jak na razie brak jednoznacznej odpowiedzi – wszystko wskazuje na to, że jesteśmy zarówno medialni jak i technologiczni.

To o tyle ważne pytanie, że w całej dyskusji na temat wolnego oprogramowania jaką odbyłem z kilkoma osobami w Grupie, wyłoniła się jedna ciekawa teza:

Oprogramowanie OpenSource – uzupełnione o software tworzony samodzielnie – lepiej sprawdza się w rozwiązaniach stanowiących podstawę działalności. Oprogramowanie komercyjne, zamknięte, częściej stosujemy w zastosowaniach pobocznych.

Dlatego też, jeżeli popatrzymy na rozwiązania stosowane w naszej podstawowej działalności – czyli serwisach internetowych, zobaczymy że większość oprogramowania to oprogramowanie wolne, lub tworzone samodzielnie.

Z drugiej strony – w przypadku np. oprogramowania back-office, czyli tego, które służy działaniu samej organizacji (pakiety biurowe, poczta firmowa, księgowość, raportowanie, intranet) – tam znajdziemy raczej produkty zamknięte – a konkretnie, w naszym wypadku głównie produkty Microsoftu. Wyjątkiem są tutaj pracownicy IT (w tym DreamLabu) – tutaj często na komputerach pracowników możemy zobaczyć Linuxa i produkty wolnego oprogramowania – firma nie zakazuje takich praktyk, aczkolwiek w takiej sytuacji pracownik sam musi sobie radzić z problemami typu “jak odpowiedzieć na zaproszenie Outlooka?” albo “jak uruchomić aplikację do raportowania czasu pracy?”.

A jak to wygląda w TVN?

Jeżeli chodzi o telewizję, to sytuacja różni się w kilku aspektach. Po pierwsze, TVN jest spółką giełdową – a zatem podlega bardzo restrykcyjnym przepisom, które generalnie sprowadzają się do przejrzystości w działaniu, co z kolei przekłada się na bezpieczeństwo pieniędzy akcjonariuszy.

Wydawałoby się zatem, że oprogramowanie Open Source jest tutaj rozwiązaniem idealnym – kod jest otwarty, każdy może obejrzeć, nie ma uzależnienia od producenta. Czy rzeczywiście?

Cóż, teoretycznie – jak najbardziej. Niestety, rzeczywistość jest dużo smutniejsza – w praktyce żaden poważny akcjonariusz nie będzie siadał i analizował kodu źródłowego jakiegoś rozwiązania – w praktyce akcjonariusz zamawia audyt w jednej z firm, która takie audyty wykonuje. A ponieważ ta sama firma wykonuje audyty firm z branży TV, Internetu, ale też np. farmy kurczaków albo fabryki produkującej kable telefoniczne, więc mało prawdopodobne jest, by docenili otwartość i przejrzystość otwartego kodu.

W związku z tym zazwyczaj firmy takie zadają pytanie o stosowane oprogramowanie i z dużym prawdopodobieństwem, jeżeli usłyszą (przykładowo) “Microsoft” – nie będą zadawać więcej pytań. A jeżeli słyszą “GNU”, “Debian”, “Red Five” – a do tego jeszcze że to coś darmowe (co się niestety kojarzy automatycznie z niską jakością) – wtedy zwykle zaczynają zadawać trudne pytania – a co to takiego, a gdzie jest dokumentacja, a kto będzie odpowiadał, jeżeli coś przestanie działać, a jaka jest gwarancja rozwoju produktu, itd…

Czy mają racje? Raczej nie. Większość argumentów przeciwko wolnemu oprogramowaniu (gwarancja, jakość, rozwój, dokumentacja) jest słaba, tzn. można takie same zarzuty wysunąć przeciwko oprogramowaniu komercyjnemu. Nie zmienia to jednak faktu, że taka jest rzeczywistość – i można z nią walczyć, narażając się na koszty, albo zaakceptować.

To jeden aspekt. Drugi, to czas. Jeżeli jesteś dużą firmą, która jednocześnie ma przyzwoite przychody, wtedy możesz sobie pozwolić na korzystanie z gotowych rozwiązań – które co prawda kosztują więcej, ale zwykle działają natychmiast po wyjęciu z pudełka.

Przykład?

Weźmy taki enkoder, który na jednym końcu dostaje sygnał telewizyjny (w telewizji stosuje się cyfrowy standard SDI), a na wyjściu powinien wygenerować strumień RTMP, który będzie można dystrybuować w sieci (powiedzmy – VP6, jak na serwisie www.plejada.pl).

Teraz – możemy wziąć klasyczny serwer klasy PC, włożyć kartę SDI (albo – jeszcze taniej, kartę analogowego video + konwerter SDI -> analog), zainstalować Linuxa, na nim postawić enkoder i jakiś serwer RTMP (enkodera VP6 raczej nie znajdziemy darmowego – ale serwer RTMP już się znajdzie). Potem siadamy, konfigurujemy, spinamy wszystko w całość. Mając średnio zdolnego informatyka, jeżeli będziemy robić to po raz pierwszy, to prawdopodobnie po 3-4 dniach od dostawy sprzętu będziemy mieli działający serwer enkodujący. Samo zamówienie sprzętu też może trwać dłużej, jeżeli będziemy to składać z kilku komponentów od kilku dostawców.

Alternatywnie, możemy kupić gotowe urządzenie (np. takie, albo takie), najlepiej od razu z usługą instalacji – i mieć to samo działające w ciągu kilku godzin od dostawy.

Oczywiście – w drugim wypadku zapłacimy więcej, tak z grubsza – nawet 2-3 razy więcej. Ale zyskamy kilka dni naszego czasu. Sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie – czy te kilka dni jest dla nas warte te kilka tysięcy euro. Zwykle – im większą firmą jesteś, tym większa szansa że są.

Na koniec – wyżej wspomniany warunek o podziale na “core business”oraz działalność wspierającą. Czy to pasuje do opisanej sytuacji? Jak najbardziej – TVN w przeciwieństwie do Grupy Onet.pl nie jest spółką technologiczną. TVN jest spółką medialną i telewizyjną – główną działalnością (core business) jest produkcja telewizji. Dlatego technologia (i software) są tam traktowane użytkowo – i stąd inne podejście niż w przypadku Grupy Onet.

Jeszcze o wolności

Wracając do konferencji i prezentacji Richarda Stallmana. Niewątpliwie ten człowiek zrobił bardzo wiele dla IT, trudno wyobrazić sobie jak wyglądałby dzisiaj internet i rynek oprogramowania, gdyby RMS nie podjął się kiedyś rozpoczęcia ruchu Wolnego Oprogramowania.

Całkowicie też rozumiem jego irytację za każdym razem, gdy ktoś używa określenia “system operacyjny Linux” – w końcu praktycznie cały system operacyjny to GNU – czyli dziełu Stallmana, a Torvald Linus dodał tylko jądro – element bardzo istotny i niezbędny, ale jednak tylko element całego systemu. W tej sytuacji nazywanie całego systemu mianem “Linux” jest na pewno krzywdzące dla projektu GNU. Co nie zmienia faktu że tak się powszechnie przyjęło, a dbałość prezenterów na IT Giants, aby na slajdach nie pojawiła się nazwa “Linux” tylko “GNU/Linux” to bardziej ukłon w stronę Gościa.

Cały jego wykład był ciekawy – chociaż niektóre tezy mocno kontrowersyjne, a RMS sprawiał wrażenie człowieka, który dość łatwo daje się wyprowadzić z równowagi pytaniami z sali (i nie mówię już o nieszczęsnym “Linuxie”). Jednak to, co zrobiło na mnie zdecydowanie negatywne wrażenie, to silne odczucie że RMS mówiąc dużo o wolności,jednocześnie usilnie stara się tą wolność na swój sposób ograniczać.

Otóż, w czasie wykładu padło wiele kategorycznych stwierdzeń – że nie powinniśmy płacić za oprogramowanie, że nie należy używać DVD – bo tam jest system ograniczający naszą wolność, że używając oprogramowania komercyjnego czynimy zło, bo pozwalamy ograniczać wolność.

Moim zdaniem, wolność to prawo do swobodnego wyboru. A tym wyborem może być także wybór pomiędzy oprogramowaniem wolnym, lub komercyjnym. Jeżeli ja się zgadzam zapłacić za oprogramowanie i akceptuję warunki licencji, jakkolwiek drakońskie by one nie były – to także jest to wolność – wolność firmy do dysponowania swoją pracą i wolność moja do dysponowania moimi pieniędzmi. I jeżeli ktokolwiek spróbuje tą wolność ograniczyć, może się spodziewać mojego protestu. W imię wolności.

Piotr Piątkowski
Knowledge Manager